2004-12-04 20:49:56
Stałam...
...nad kanionem tak głębokim, że nie było widać dna. A wraz ze mną Aiya w bladej sukni. Było tak cicho, że każdy głośniejszy oddech zdawał się huraganem, a szept grzmotem. Wdychałyśmy pełnymi piersiami, unoszący się wokół zapach lawendy i lotosu. Spoglądałyśmy w ciemność nieba, nazbyt zmęczone by mówić.
Tamtego wieczora upiłyśmy się jakimś starym, wpół zapomnianym winem od Margareth. Smakowało słodko i nieco korzennie, a marzenia unosiły nad naszymi głowami niczym barwne bańki mydlane lub szklane kulki, jakimi bawią się dzieci.
Nie pamiętam o czym mówiłyśmy, ani też dlaczego akurat wtedy postanowiłyśmy w taki sposób ucelebrować życie. Po prostu byłyśmy, zanurzone w oszałamiającej aurze wspólnego wieczoru.
A potem tańczyłyśmy po dawno zapomnianych, eterycznie białych kurhanach. I wszystko było tak proste i jasne, jak nigdy dotychczas. Śmiech przemieszany z przedziwnym rytmem wirował w mym umyśle. Ciepło. Delikatnie. Szczęśliwie.
***
Choć w sercu lęk, nie cofaj się
Tylko tak warto żyć
W chmurach gdzieś lśni Twój szczyt
Odważ się i idź.
Świat kocha tych,
Co śmiało idą pod wiatr
W nieznaną dal
-Anna Maria Jopek "Tam gdzie nie sięga wzrok"
***
Jest we mnie tyle siły. Tyle wiary i radości, że drzewa splatają ze swych gałęzi mozaiki, a na kocie miast sierści rosną łany zboża.
Margareth powróciła na me żądanie, wciąż miedzianowłosa, drobna i z iskrą w zielono-błękitnym oku. Tylko chwilkę spoglądałyśmy na siebie wzajem, obie pewne znanych wartości. Nie zamieniłyśmy ani słowa, lecz rozsnute myśli i niezauważalne gesty połączyły nas cichym, umiłowanym zrozumieniem. Nie próbowałam jej nawet zatrzymywać. Odeszła w inne rejony mej duszy, pełna niespotykanej dotąd słodyczy i akordów istnienia.
Chyba po raz pierwszy naprawdę poczułam się Keter, prawdziwą królową własnego umysłu. Bo wiedziałam już, że Nowa oznacza rozwój. Mój rozwój, uwarunkowany jedynie osobistymi pragnieniami.
***
Prawdziwa przyjaźń to doskonała harmonia tego, co ludzkie z tym, co boskie.
-Cicero
***
Stoję nad kanionem. Lecz to wcale nie oznacza, że zastanawiam się nad skokiem. Tak naprawdę, po prostu zakończyłam dziki bieg i finiszuję czystą walkę pośród upajającego zapachu lawendy oraz lotosu. Kocham Margareth, ale nie sprzeciwiam się Nowej, ani Przeznaczeniu. Oni są dla mnie i należy z nimi współpracować ku większej chwale Głównego. Bez ostów. Kocham Ayię i Marcusa, ale nie mogą mnie ograniczać zbytnim natłokiem emocji. To moje Życie. Moja Droga. Mój Cel. Oni swoje jeszcze przeżyją lub już przeżyli, a na razie...
Wciągnęłam nozdrzami kojący zapach lotosu. Nadświadomość uśmiechnęła się delikatnie w moją stronę, a słowa skapywały z jej ust niczym poranna rosa:
-Teraz już rozumiesz.
I owszem.
Nad przepaścią nastał Świt.
Selise Once Mori
skomentuj (15)
2004-12-01 17:16:16
Tyle okazji...
...się ostatnio nawinęło. Z prędkością opadającego jastrzębia. Siłą wilczych szczęk. Ostrością tłuczonego szkła. Odurzającym zapachem krwi. Smakiem surowego mięsa. I ciemnością oślepiającą oczy. Poruszona marionetkowym ruchem, boję się samej siebie.
Żyję pierwszy raz, ale mam wrażenie, że to nie jest normalne.
Nowa nie próżnuje, knując plany z Przeznaczeniem i regularnie sprawdzając, czy idę po właściwym torze. O nic nie prosi. Niczego nie żąda. Po prostu jest i bierze sprawy w swoje ręce.
A ja czasem mam zwyczajną ochotę na zapach malin, gwiazdy w irysach oraz pomarańczowe słońce zamiast serca...
***
Czasem myślę
Że wciąż gdzieś jesteś tu
Na wyciągnięcie dłoni
Słyszę jak te oto słowa szepczesz mi
Nie pytaj czy znalazłam szczęście swe
To bez znaczenia już...
-Edyta Bartosiewicz "Niewinność"
***
Jesteś tam Margareth?
Tęsknię, powoli rozumiejąc, że nie tylko opakowanie ale i wnętrze.
Nie chcę jej. Nie ufam. Wolę Ciebie po stokroć. Ciebie, Ayię i Marcusa - wielką trójcę mej duszy. Pełną przeżyć i emocji chwilę zapomnienia, w której tańczę pulsem.
Zagubiona wśród Nowej i Przeznaczenia, nie panuję nad niczym. Coś mnie niesie, a ja nawet nie wiem kiedy upuści znienacka.
Bądź moją. Wróć.
Codziennie się wypalam. Ale nie chcę. Nie dla niej.
Proszę. Moja jedyna. Przyjdź.
I niczego już więcej nie pragnę.
Selise Once Mori
skomentuj (5)
2004-10-01 23:00:07
Zacznę może...
...od początku tej nieco zawiłej historii, bądź co bądź, będącej jedynie wstępem do czegoś znacznie większego. Możliwym jest, Drogi Ty, iż po przeczytaniu całości poniższej notatki nadal będziesz niepewny co do jej właściwego przekazu. Nim jednak do tego dojdzie, winnam Ci trzy słowa wyjaśnienia: Medytacja. Droga. Intuicja.
***
My nie tyle potrzebujemy pomocy przyjaciół, ile wiary, że taką pomoc możemy uzyskać.
-Epikur
***
Margareth sobie poszła. Od tak. Bez wcześniejszego uprzedzenia czy pośpiesznie nakreślonej kartki przystawionej karafką wypełnioną burgundem. Wyszła a jej dom stał się zupełnie innym miejscem niż był na początku. Pozycję kraciastych, pomarańczowo-brązowych foteli zajęły krzesła z plecionego bambusa. Szerokie łóżko zarzucone miękkimi poduszkami, śpiworami oraz kocami wymieniono na tapczan - starannie zaścielony wykrochmaloną pościelą. Z kolei barek, zazwyczaj zastawiony szklanymi naczyniami o dość wątpliwej zawartości, został wyeksmitowany na rzecz kufra zbitego z równych desek i pomalowanego w nierówny deseń kwiatowy.
A no właśnie! Kwiaty! Są wszędzie! Masa subtelnych bukiecików, które komponują się z jasnymi ścianami w sposób tak oczywisty jak plaża wobec morza. Róże, tulipany, gerbery, konwalie... A przede wszystkim gałązki kwitnącej wiśni. Różowej bądź też białej - zależnie od nastroju "Nowej".
Gwoli ścisłości, "Nowa" ma brązowe włosy do tyłka, oczęta koloru orzechów i wieczny uśmiech dobrej woli świadczący o najlepszych jak i również szczerych intencjach. Jest uprzejma, serdeczna, delikatna, miła, wrażliwa, słodka, ambitna oraz totalnie nieporadna w kontaktach z moją skromną osobą. Mówiąc prościej, stanowczość cechująca mą dotychczasową Wenę absolutnie się jej nie udzieliła. A ja, podła smarkula mianowana szczytnym tytułem "Keter", w żadnym wypadku nie ułatwiam jej pracy. Wręcz przeciwnie. Na przkór zdrowemu rozsądkowi rozpaczam za Margareth oddając swą siłę upiornemu zmęczeniu oraz słowom skierowanym wobec Przeznaczenia. Tu też objawia się kolejna zaleta "Nowej".
Ciepła cierpliwość matki, spoglądającej na strach swego dziecka.
***
Miecz Przeznaczenia ma dwa ostrza - jednym z nich jesteś Ty.
-Wiedźmin.
***
Źrenice wpajają się kolorem roztopionego złota w nieco przypolerowany pięciokąt twarzy. Jasne włosy stoją pod różnymi dziwnymi kątami jednocześnie nie kłaniając się w stronę jakiejkolwiek myśli powiązanej ze słowem "nieład". Nie znam jego imienia. I chociaż mijamy się codziennie, czasem zawadzając dłonią o dłoń, bądź też wręcz po sobie depcząc, to jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy aby iść za nim oraz dziedziną, którą uosabia.
Przeznaczenie bowiem nie zawsze jest pewne, a los jego dziecka jawi się jako targany sprzecznościami.
Znam zasady. Szala. Z jednej strony jestem ja - napierająca ze wszystkich sił. Z drugiej zaś spokojnie stoi on - lekko trącający sznur przewagi, niczym zwycięski wojownik głaszczący w zamyśleniu szyję ofiary.
Jest tak bardzo dumny z powodu powoli zaciśniającej się więzi. Opanowany w swych cichych planach i zachęcający lekkim uśmieszkiem. Rysujący karty mego przyszłego istnienia zastępując w tym Margareth. Ale wie, że jestem uświadomiona. Nie on tu jest panem. Mam prawo do zmian. Słowa rzucane na wiatr, kontemplacja pomarańczowego słońca czy zakrwawiona nienawiść - ot, tyle trzeba aby wyrwać się pobieżnie z kleszczy niechcianej ścieżki. Na razie jednak jestem uległa. Spełniam jego prośbę, będącą zarazem ośrodkiem przyszłych wydarzeń.
Jakich?
Sore wa himitsu desu.
Selise Once Mori
skomentuj (10)